Historia naszej szkoły, czyli o tym, jak nigdy się nie poddajemy.

Zapraszamy do przeczytania historii, którą napisało życie. Historii, której bohaterami są ludzie pełni marzeń, wiary, realizujący swoje cele nie bacząc na przeszkody i przeciwności losu.

Pewnego dnia, w 2010 roku powstała w Barnsley szkoła językowa, w której głównym, i początkowo jedynym, przedmiotem nauczania był język angielski. Uczęszczający do niej dorośli często pytali, czy nie chcielibyśmy stworzyć szkoły języka polskiego, gdyż trudno im było dowozić swoje dzieci do jedynej wówczas polskiej szkoły, która znajdowała się w Sheffield.

Pytania te odbijały się przez długi czas echem, ponieważ w tamtej chwili nie byliśmy gotowi na podjęcie tak ważnych kroków i ich realizację; przede wszystkim nie posiadaliśmy odpowiedniej kadry, ale to tylko jeden z elementów całego wielkiego przedsięwzięcia, które stało niby otworem, a z drugiej strony wydawało się czymś niemożliwym.

Nasza szkoła oferowała również usługi tłumaczeniowe. Jedną z klientek była Pani, z którą właścicielka szkoły, Meg, często chodziła na wizyty lekarskie jako tłumacz medyczny. Problemy zdrowotne tej klientki były tak długotrwałe i zawiłe, że ich liczne, wspólne przesiadywanie w poczekalniach szpitali i przychodniach sprawiły, że po kilku miesiącach takich wizyt i stopniowego dochodzenia pacjentki do zdrowia, przerodziło tę znajomość w przyjaźń.

Gdy podczas jednej z pierwszych rozmów okazało się, że osoba ta jest pedagogiem wczesnoszkolnym i od wielu już lat naucza języka ojczystego w swoim domowym zaciszu, natychmiast w głowie Meg pojawił się pomysł, aby połączyć siły i stworzyć miejsce, gdzie na większą skalę koleżanka będzie mogła oddawać się swojej pasji, podtrzymywać język polski oraz kultywować rodzime tradycje wśród dzieci, których rodzice nie są w stanie dojeżdżać do Sheffield ze względu na godziny pracy, bądź też odległość.

Pani pedagog pierwotnie odmówiła, ponieważ wydawało jej się to zbyt dużym wyzwaniem. Podczas kolejnych, wspólnych wizyt lekarskich, Meg nieustannie wracała do rozmów o tym, jak piękną ideą mogłoby być stworzenie takiego miejsca. Myśl o realizacji marzeń nie dawała jednak spokoju, dojrzewała w jej głowie przez długi czas. Minął dokładnie rok, gdy Pani pedagog zadzwoniła i zaproponowała spotkanie przy kawie, by omówić wielokrotnie składaną jej propozycję.

Przyjechała wraz z mężem do domu Meg. Weszła z kwiatami, stertą podręczników i powiedziała, że jest gotowa i chciałaby przedstawić swój plan. W jej oczach dostrzec można było błysk, a w głosie gotowość, ekscytację i radość! Wręczając Meg kwiaty, powiedziała, że to w podziękowaniu za zbudowanie w niej pewności siebie, wiary w swoje możliwości i za urzeczywistnienie marzenia, które latami było w jej głowie ziarenkiem, którego bała się nawet podlewać.

Wynikiem jej gotowości, ekscytacji i radości był przygotowany przez nią wstępny plan tego, jakby to widziała merytorycznie, Meg natomiast w odpowiedzi na plan merytoryczny, zajęła się częścią logistyczną oraz biznesplanem. Słowa zostały wcielone w czyny. W ciągu kolejnego tygodnia, w budynku, w którym znajdowała się szkoła, wynajęta została dodatkowa sala, zakupione zostały sprzęty szkolne, małe stoliki i krzesełka, tablice, pomoce dydaktyczne, dekoracje, a ściany nabrały nowych, pastelowych barw.

Wszystko zostało przygotowane wedle wytycznych Ofsted. Panie z Council’u zajmujące się zarządzaniem wczesnoszkolnymi placówkami edukacyjnymi, które Meg zaprosiła do swojej nowo urządzonej placówki, by potwierdzić zgodność z wytycznymi, udzieliły wszelkich informacji na temat prowadzenia szkoły dla dzieci, wymaganej dokumentacji, kwalifikacji nauczycieli, niezbędnych kursów (takich jak np. Safeguarding Children in Education), konieczności sprawdzenia niekaralności każdego z nauczycieli, wytycznych co do zabezpieczeń drzwi, okien, stolików, by zapewnić maksymalne bezpieczeństwo dzieci. Omówione zostały kolejne kwestie, miedzy innymi kwestia finansowa.

Od Pań z Council’u dowiedziałyśmy się również, że na każde ośmioro dzieci w grupie, musi przypadać jeden dorosły. Zaistniała więc potrzeba zatrudnienia asystentki nauczyciela. Początkowo zgodziła się nią być jedna z anglistek w naszej szkole, a później Pani pedagog zgłosiła nam kandydaturę swojej koleżanki, polonistki, którą od razu zatrudniłyśmy i którą nazwiemy tu Panią Y.

Ruszył marketing, zaczęły napływać pierwsze zapisy, ogłoszone zostały pierwsze Dni Otwarte, odbyło się kilkanaście próbnych lekcji dla zainteresowanych rodziców i wtedy… Pani pedagog wysłała SMS-a do Meg o treści:

„Hej, zdecydowałam, że nie będę prowadzić z Tobą tej szkoły.”

Żadnych wyjaśnień, zablokowany telefon… Powód bardzo szybko stał się jasny a wręcz publicznie ogłoszony i rozreklamowany w formie ulotek, które można było znaleźć w każdym polskim sklepie. Po uzyskaniu wszystkich oficjalnych informacji, jakie Meg udało się zgromadzić aranżując spotkania, czytając informacje prawne i korespondując z Councilem, oraz zobaczywszy na podstawie przygotowanego biznesplanu jaki potencjalny zysk może generować taka szkoła, pani pedagog wraz z Panią Y otworzyły swoją własną szkołę.

Nagle wszystko pękło niczym bańka mydlana. Był to cios, z którego trudno się było podnieść. Zainwestowane pieniądze, energia poświęcona w zbudowanie u Pani pedagog silnej wiary w siebie, zniszczona przyjaźń, poczucie żalu i zdrady, a do tego zniszczone nadzieje osób, które już wyraziły chęć nauki w naszej szkole. Ten ostatni problem rozwiązał się samoistnie, gdyż Pani pedagog przechwyciła zdobyte wspólnie kontakty i zaprosiła do swojej szkoły.

Przez dwa miesiące szkoła pogrążona była w naprawdę potężnym smutku i bezradności. Sekretarka szkoły podjęła samodzielne starania i ogłosiła pozycję polonisty/pedagoga wczesnoszkolnego. Nikt się jednak nie zgłaszał. Telefon milczał. Umowa na dodatkową salę została podpisana na 12 miesięcy, a okres wycofania się z niej minął po pierwszym miesiącu, natomiast 2 miesiące zajęło nam przystosowanie sali do standardów niezbędnych przy nauczaniu dzieci. Stała więc pusta, pochłaniała spore koszty, które miały się zwrócić wraz z uruchomieniem projektu. Umowa z budynkiem zabraniała nam jakiegokolwiek podnajmowania.

Któregoś dnia, podczas zakupów w Tesco, podeszła do Meg jedna z jej byłych studentek w szkole angielskiego – Wioleta Świeczkowska. Powiedziała, że rzuciło jej się ostatnio w oczy ogłoszenie zamieszczone przez naszą sekretarkę o tym, że poszukujemy pedagoga wczesnoszkolnego i zapytała czy to nadal aktualne. Meg odpowiedziała, że sama nie wie, ponieważ jest tam potrzebny nie tylko pedagog, ale też dobrze zorganizowany manager, który pomógłby jej pomóc wypromować szkołę i stworzyć całą podstawę programową, plany nauczania, itd. Wiola z typowym sobie stoickim spokojem odpowiedziała stanowczo i pewnie:

„Potrafię się tym wszystkim zająć. Zróbmy to! Będzie to dla mnie możliwością spełnienia mojego życiowego marzenia o tym, by uczyć dzieci.”

I nagle zwrot o 180 stopni. Kolejnego dnia zostało zorganizowane oficjalne spotkanie w szkole. Działania ruszyły bez chwili namysłu. Stworzyłyśmy plan kampanii reklamowej: filmów, grafik, stron do zapisów, dat Dni Otwartych. W końcu coś zaczęło się dziać! Zainteresowanie przerosło nasze oczekiwania!

Szkoła rosła, zyskiwała coraz lepszą renomę. Zatrudniane były kolejne nauczycielki, które wkładały ogrom zaangażowania w promowanie dwujęzyczności, w organizowanie uroczystości takich jak akademie świąteczne, akademie wiosenne, andrzejki, mikołajki, dzień mamy, taty, babci, dziadka. Zaczęłyśmy budować silną społeczność dzieci i rodziców, którzy są z nami do dzisiejszego dnia.

Wioleta była wspaniałą, kreatywną, zaradną i bardzo szanowaną nauczycielką i managerem polskiej szkoły. Jej klasa, delikatność i asertywność zawsze wzruszała zarówno rodziców, jak i resztę zespołu. Dzieci ją uwielbiały, adorowały i lgnęły do niej bez wyjątku. 14 lutego 2017 roku, w Walentynki, wszyscy nauczyciele szkoły Pro-Language wyszli na wspólny obiad; tam zrobiliśmy ostatnie wspólne zdjęcia. 18 lutego Wiola po raz ostatni poprowadziła lekcje w naszej szkole, mimo, że nikt nie wiedział, że były to Jej ostatniej lekcje. Powiedziała nam, że musi polecieć do Polski, ale będzie z powrotem w sobotę 25 lutego.

Niestety, tak się nie stało. 24 lutego Wiola wysłała do naszej sekretarki wiadomość o problemach zdrowotnych i konieczności zrobienia przerwy w nauczaniu i pełnieniu obowiązków managera. 1 marca otrzymaliśmy ostatnią wiadomość od naszej wspaniałej koleżanki i przyjaciółki, w której napisała, że niestety nie możemy już dłużej na nią liczyć oraz, że możemy zabrać wszystkie jej książki i służbową drukarkę z jej domu…

6 marca 2017 Wiola zmarła na raka piersi, o którym nie powiedziała NIKOMU, poza swoją mamą. Do ostatnich chwil była z nami. 18 lutego przeprowadziła cały dzień zajęć nie pokazując nikomu jak bardzo już wtedy cierpiała. Oczywiście teraz, z perspektywy czasu, połączyłyśmy już fakty – dlaczego wybrała dla dzieci ciche i delikatne zabawy, bez typowych dla niej podskoków, tańca i śpiewu z dziećmi, które wkomponowywała w każdą swoją dotychczasową lekcję. Zrozumiałyśmy też, z czego wynikało nietknięte risotto, jakie zamówiła podczas naszego ostatniego wspólnego wyjścia do restauracji w Walentynki i dlaczego stawała się coraz szczuplejsza w ostatnich tygodniach…

Jej śmierć była ciosem i szokiem dla WSZYSTKICH – dla jej rodziny, męża, córeczki, przyjaciół, dzieci w naszej szkole, rodziców i reszty kadry. Nie wiedziałyśmy, czy podniesiemy się po stracie kogoś tak wyjątkowego. Szkoła została zawieszona na kilka tygodni. Nie wiedziałyśmy nawet, czy wypada kontynuować dzieło, które praktycznie dzięki Niej powstało. Tu z pomocą przyszła nam rozmowa z Jej mężem, który powiedział, że zdecydowanie Wiola tego by chciała – to zamknięcie tej szkoły by Ją zasmuciło.

Meg poczuła wtedy, że wie kogo chciałaby poprosić o przejęcie tego trudnego zadania podtrzymania szkoły z taką historią… Była to Karina Stanco – wspólna przyjaciółka Wioli i Meg. Rozmowa telefoniczna, podczas której zostało Jej to zaproponowane była bardzo emocjonująca, długa i wypełniona łzami, ale po kilku GODZINACH rozmowy zakończyła się słowami: „OK! Podejmę się tego!”.

I znów… szybkie zwołanie spotkania zespołu, przedstawienie Kariny jako nowego managera, sporządzenie planu działania a następnie rok wyzwań i zarówno spektakularnych sukcesów, jak i trudności oraz konfliktów w zespole, który po śmierci Wioli już nigdy nie wrócił do poprzedniej więzi.

Karina była wspaniałym managerem i nauczycielką, potrafiącą dotrzeć nawet do starszych dzieci, do których mało kto potrafił dotrzeć. Ona hipnotyzowała je wręcz swoją charyzmatyczną osobowością, ciekawym sposobem prowadzenia zajęć, umiejętnością dyscyplinowania dorastających dzieci i nastolatków. Rodzice byli zadowoleni z efektów, jakie osiągały ich dzieci, a dzieci uwielbiały przychodzić do szkoły.

Karina wprowadziła wiele efektywnych zmian zarówno pod względem metodycznym, jak i organizacyjnym. Szkoła zaczęła funkcjonować w bardzo profesjonalny sposób. W zespole były jednak osoby, które nie potrafiły się pogodzić z faktem, że rola managera przypadła osobie z zewnątrz, a nie komuś, kto był w tym projekcie od początku, u boku Wioli. Nigdy nie zaakceptowały autorytetu nowego managera, mimo że Karina miała pełną przychylność rodziców i dzieci. Była silna i asertywna, próbowała wielu technik budowania silnych relacji w zespole, jednak tego zespołu nie dało się już wskrzesić.

Po 1,5 roku ciężkiej pracy, podjętych prób, ogromu zaangażowania oraz kreatywności, jaką włożyła w swoją rolę, Karina złożyła wymówienie. Kolejny cios dla szkoły i kolejny dylemat, czy kontynuować prowadzenie tej placówki, czy też ją zamknąć. Ta sytuacja wraz ze sporym wypaleniem zawodowym i nowymi możliwościami zarobkowymi sprawiły, że Meg zdecydowała się sprzedać 80% udziałów w swojej szkole, zostawić sobie 20% i wyjechać do Stanów Zjednoczonych, na Florydę, gdzie planowała rozpoczęcie zupełnie nowej kariery w branży beauty oraz e-commerce.

Wkrótce, po odejściu Kariny, z pracy w polskiej szkole zrezygnowały trzy inne nauczycielki. Zostały dwie. Nowi właściciele nie chcieli pozbyć się takiego dziedzictwa, jakim była nasza polska szkoła i postanowili zawalczyć o nią po raz ostatni. Udało im się znaleźć osobę, która również była naszą byłą studentką w szkole języka angielskiego, a z zawodu i doświadczenia – polonistką.

Agnieszka Lis zafascynowała ich swoim profesjonalizmem oraz ambitnym podejściem do swojej przyszłości. Złożyli jej więc propozycję nauczania języka polskiego jako języka obcego dla Anglików w naszej szkole oraz przejęcie roli managera w polskiej szkole dla dzieci.

Agnieszka zgodziła się i rozpoczęła proces istotnych zmian. Priorytetem było rozbudowanie wykruszonej kadry. Ze starego zespołu pozostały w naszej szkole Weronika Pańczyk – pedagog wczesnoszkolny i logopeda oraz Katarzyna Wolniewicz – nasz ekspert w zakresie dwujęzyczności. W wyniku procesu rekrutacyjnego przeprowadzonego przez Agnieszkę, dołączyła do nas Joanna Sknadaj – polonistka, Michalina Drożdżal – pedagog wczesnoszkolny i koordynator specjalnych potrzeb edukacyjnych, a także Małgorzata Ramiączek– asystentka nauczyciela.

W ten oto sposób powstał w naszej szkole wymarzony zespół, który kocha to co robi, wspiera się wzajemnie i sprawia, że dla dzieci uczących się w naszej szkole, sobota jest wyczekiwanym dniem tygodnia. Rodzice, którzy realizowali ze swoimi pociechami program Libratus, przekazywali nam pozytywne opinie, że dzięki naszej szkole większość zadań wykonywana jest przez ich dzieci samodzielnie, ponieważ treści tam zawarte zostały już omówione w naszej szkole.

Po roku przerwy Meg odkupiła od nowych właścicieli udziały w swojej firmie i powróciła do szkoły jako jedyny właściciel, a wraz z rozrostem naszej placówki, Agnieszka Lis obrała funkcję managera do spraw nadzoru metodycznego, natomiast Joanna Sknadaj awansowała we wrześniu 2019 roku do roli managera d/s organizacyjno-logistycznych.

Dzięki połączeniu ich sił, szkoła zrekrutowała 30% więcej uczniów niż w ubiegłym roku oraz zaplanowała wydarzenia i uroczystości, które na szerszą skalę zbudowały rozpoznawalność naszej szkoły wśród lokalnej społeczności.

2020 rok był rokiem największych transformacji – poza tymi, które uderzyły w nas wszystkich globalnie, czyli pandemii koronawirusa i lockdownu, doświadczyliśmy również istotnych zmian kadrowych w naszym zespole, gdyż w różnych etapach 2020 roku ze swoich funkcji zrezygnowało aż trzech członków naszego wymarzonego zespołu: Agnieszka Lis, Małgorzata Ramiączek, oraz Michalina Drożdżal, których odejścia były dla nas emocjonujące i trudne pod względem emocjonalnym i logistycznym. Głównym managerem polskiej szkoły została Joanna Sknadaj i to jej niezłomna energia oraz pozytywne nastawienie pozwoliło nam nie tylko pokonać wyzwanie jakim było przejście z nauczania stacjonarnego na nauczanie zdalne czy stworzenie internetowego projektu „Pogromcy Nudy”, ale też zrekrutowanie nowych, wykwalifikowanych i równie wspaniałych członków do naszego zespołu: Martę Tomczak, Monikę Prostko oraz Annę Strugała. Nasz szkoła zmieniła również w 2020 roku swoją nazwę z Pro-Language KIDS na bardzo dobrze przyjęte nowe imię: POLAK MAŁY. Dzięki wszystkim tym zmianom udało nam się potroić liczbę nauczanych przez nas dzieci i zyskać jeszcze większą rozpoznawalność na lokalnym rynku i nie tylko.

Przed nami wiele planów i inicjatyw, które umiejscowią szkołę Polak Mały na bardzo istotnej i stabilnej pozycji wśród polskich szkół na świecie.

Jesteśmy załogą, która płynie na jednym statku. Nie straszne nam sztormy i fale, bo wiemy, że mając u boku takich kapitanów, przetrwamy wszystko.”

– Joanna Sknadaj

Dziękujemy każdej osobie, która wniosła swoją cegiełkę udziału w nasz sukces w szerzeniu i podtrzymywaniu polskości wśród lokalnej społeczności. Dziękujemy z całego serca rodzicom, którzy nam zaufali i ich dzieciom, które sprawiają, że wszystko to, co robimy, ma sens.